Czy to wstyd kupować w outlecie?

Przeglądając ostatnio wyszukania, poprzez które wchodzicie na JULIOblog.pl zwróciło moją uwagę następujące zapytanie: Czy to wstyd kupować w outlecie? W sumie mnie to zastanowiło, stąd właśnie pomysł na ten wpis. Dlaczego kupowanie a outlecie miałoby być obciachem?

OUTLET = GALERIA HANDLOWA?

Wg mnie outlet to taka sama galeria handlowa jak każda inna. Tylko z mniejszą marżą.

W teorii trafiają tam ubrania z końcówek kolekcji, które nie sprzedały się podczas sezonowych wyprzedaży, zatem zostają przerzucone do outletu.

Towar w outlecie to zatem pełnowartościowe i przecież nowe buty czy ubrania, dokładnie takie same jakie można dostać podczas sezonowych wyprzedaży. To że rozmiarówka jest niepełna i często są tylko pojedyncze sztuki danej rzeczy jest tylko pewnym utrudnieniem, które rekompensuje fakt wielokrotnie niższej ceny. Zatem jeśli ktoś ma czas i ochotę pobuszować sobie po outlecie w poszukiwaniu perełek, to nie rozumiem czemu miałoby to być wstydliwe.

Outlet FACTORY w Krakowie Modlniczce - zawsze 30% - 70% taniej

Outlet FACTORY w Krakowie Modlniczce – zawsze 30% – 70% taniej

TOWAR GORSZEGO SORTU…

Inna sprawa jest taka, że w outlecie pojawia się często bardzo dużo ubrań i – jak na moje oko – podejrzanie za dużo jak na końcówki wyprzedaży z danych sklepów.

W związku z tym mam podejrzenia, że jest to towar tzw: gorszego sortu, czyli produkowany tylko na potrzeby outletu. Osobiście sądzę, że styl rozumowania marki produkującej taki towar może być następujący:

Przychodzi taka Julia do outletu i widzi mnóstwo tanich ciuchów. Jest tanio, Julia robi wielkie oczy, że jej ulubiona marka ma taką przecenę, więc chętnie sobie nakupi ciuchów!

Ale żeby Julia miała taką możliwość musi mieć większy wybór, musi mieć co kupić.

Czemu by więc nie wyprodukować jakichś rzeczy niskim kosztem i wrzucić do outletowego sklepu? To by się mogło opłacać…

Wpadłam na to już dość dawno, kiedy w Krakowie otworzono outlet Factory. Akurat wtedy jedną w moich ulubionych marek było Intimissimi, a zaraz potem Calzedonia, gdzie namiętnie kupowałam nie tylko bieliznę, ale również wszystkie ubrania.

Gdy zobaczyłam, że w Factory jest outletowy sklep Intimissimi i Calzedonii bardzo się ucieszyłam. A gdy zobaczyłam ceny – bluzki i swetry zamiast 209zł (standardowa cena wielu rzeczy w Intimissimi) kosztowały np: 29zł to już w ogóle byłam happy.

Jednak kilka wizyt w outlecie wystarczyło, abym nabrała podejrzeń. Modele, których nigdy nie widywałam w żadnym sklepie, ani w katalogu… A jako wierna klientka bywałam we wszystkich Intimissimi i Calzedoniach w mieście bardzo często i przeglądałam wszystkie katalogi.

Kupione w outlecie rzeczy nieprzystające jakością do tych z firmowych salonów były dla mnie dużym zawodem. Temat ten poruszałam już w poście: O Intimissimi i Calzedonii w galeriach i outletach – zapraszam do przeczytania. Efekt jest taki, że obecnie w Calzedonii, ani Intimissimi prawie niczego nie kupuję. Tak niska jakość ubrań i praktyka jakiej się dopuścili skutecznie zniechęciła mnie do marki.

Osobiście wydaje mi się, że Intimissimi i Calzedonia to nie jedyne marki które postępują w ten sposób.

Oglądając kiedyś w outlecie w Krakowie (w sklepie SYMBIOSIS) sandały Lacoste zastanawiałam się czy to nie podróbka – logo było tak tandetnie wykonane. Z drugiej strony mam z tego sklepu buty ECCO, które bardzo lubię – faktycznie pochodziły z oficjalnej kolekcji, którą widziałam w salonie firmowym ECCO i co ciekawe były w SYMBIOSIST tańsze niż w outletowym sklepie ECCO.

W sklepie ECCO w outlecie, też trafiają się buty gorszego sortu, czy jak kto woli drugiego gatunku. Takie modele widziałam zarówno w krakowskim outlecie Factory, jak i w Fashion House Outlet Center w Sosnowcu. Na szczęście buty drugiego gatunku są w ECCO uczciwie oznaczone. Nigdy ich nie kupiłam – widać różnicę.

Zawsze będąc w outlecie Factory odwiedzam United Colors of Benetton. Są tam ubrania United Colors of Benetton, oraz Sisley – obie marki lubię – ale niczego jeszcze w tym sklepie nie kupiłam. Zawsze mierząc tam ubrania wydaje mi się, że gorzej leżą a materiały nie są tak fajne jak w sklepach firmowych United Colors of Benetton i Sisley w centrach handlowych…

W związku z tym, na pytanie o wstyd kupowania w outlecie postawione w takim kontekście odpowiem, że wstydzić to po powinny się marki produkujące gorszą jakość dla outletu, a nie klient.

FacebookTwitterGoogle+Podziel się

Twoje zdanie się liczy! Komentuj śmiało :)

10 komentarzy do "Czy to wstyd kupować w outlecie?"

Powiadom o
avatar

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
bereniq
Gość
bereniq
10 lutego 2015 19:04

Gorsze nie gorsze, ale nie wiesz czy w outlecie w Krakowie można kupić EMU? :)

Joanna Nowak
Gość
10 lutego 2015 20:19

Ciekawy wpis. Mnie akurat w życiu do głowy nie przyszło że outlet to jakiś obciach bo często tam kupuję. Jest taniej i jest duży wybór i mam blisko :)

Też słyszałam głosy że outlety mają drugą jakość. Ciekawa jestem jak z tym jest. Firmy się do tego nie przyznają ale przecież powinny. Stali klienci mogą się zniechęcić do ulubionych marek jeśli jakość będzie niższa.

Weera
Gość
Weera
25 września 2015 20:20

Interesujący artykuł. Ja osobiście kupuję w outletach, głównie dlatego, że można trafić na „perełkę ciuchową” której żadna z dziewczyn w klasie nie ma 😉 Czasami nawet zdarzają sie lepsze ubrania gatunkowo niż w sklepach w galeriach 😉

Pinky
Gość
Pinky
10 października 2015 19:27

Według mnie kupowanie w outletach to żaden wstyd a to czy jakoś takich produktów jest dobra to juz inna spraw i pewnie zależy od konkretnej firmy

Sabina
Gość
Sabina
3 czerwca 2016 01:14

Ja pracuje w outlecie i nie zgadzam sie z opinia ze tam sa rzeczy gorszego stopnia …. W moim sklepie mamy kolelcje butow z tegorocznej kolekcji i czasami ludzie az sie zala ze przeplacaja gdzies indziej . a tak nawiasem wystarczy byc milym bo sprzedawca tez czlowiek

wpDiscuz
  • AKTUALNIE NAJPOPULARNIEJSZE WPISY JulioBlog.pl: